Tu pracują pasjonaci

11-10-2018

O tym jak zmieniła się kopalnia od czasu wpisu na listę UNESCO i jaką planuje przyszłość, rozmawiamy ze Zbigniewem Zarębskim, Prezesem Zarządu Kopalni Soli „Wieliczka” S.A.

W roku 40-lecia wpisu kopalni na listę UNESCO nie sposób pominąć pytania o te dekady, zwłaszcza, że ponad połowę tego czasu to Pan stał na czele solnego przedsiębiorstwa…

W kontekście tych 40 lat kopalni w UNESCO ważne jest to, by podkreślać jak długą drogę udało się pokonać, jak bardzo zmieniło się postrzeganie zabytku i jego znaczenia dla przyszłości. W tamtych czasach zwiedzanie Wieliczki odbywało się za symboliczną złotówkę, a jego organizacją w kopalni zajmowało się zaledwie kilkadziesiąt osób. Była to aktywność dodatkowa do działalności produkcyjnej. Dziś zwiedzanie Wieliczki ma zupełnie inny wymiar i rozmach: w tym roku spodziewamy się już blisko 2 milionów gości. W kopalni, w tym w produkcji soli w warzelni będącej u szczytu swych możliwości (ponad 260 tysięcy ton rocznie), zatrudniano w tamtym okresie ok. 1700 pracowników. Postawiliśmy na rozwój turystyki i zabezpieczanie, zintensyfikowaliśmy prace górnicze. Dziś w „turystyce” i szeroko rozumianym zabezpieczaniu pracuje niewiele mniej osób. Mogę z dumą powiedzieć, że udało nam się zabytek dostosować do światowych standardów, ale będziemy go jeszcze udoskonalać pod względem bezpieczeństwa i komfortu.

Kopalnia Soli "Wieliczka"Co oznaczał ten wpis?

Wpis na tę listę miał znaczenie zarówno zewnętrzne, albowiem doceniono rangę i wartość przyrodniczo-kulturową obiektu, jak i wewnętrzne. W ówczesnej kopalni ścierały się bowiem dwa podejścia: jedno związane było z produkcją soli, a drugie z zachowaniem zabytku. Zwolennikom pierwszego turystyka wręcz przeszkadzała, bo liczył się zysk z soli. Ci drudzy przeciwstawiali się rabunkowej gospodarce w podziemiach, chcieli zachować obiekt dla przyszłych pokoleń. Dzięki wpisowi na listę UNESCO część pracowników i dyrekcji zyskała realne argumenty za ochroną zabytku, a nie jego intensywnym eksploatowaniem. Prymat produkcji zaczął zanikać, zaczęto się zastanawiać nad jej wpływem na zabytek. Podjęcie decyzji o całkowitym zaprzestaniu produkcji nie było łatwe, ale konieczne, a przyspieszyło je zdarzenie z 1992 roku w poprzeczni Mina (przyp. red.: wypływ wody).

Jak wiele się zmieniło w dziedzinie zabezpieczania?

Mina sprawiła, że zaczęliśmy poszukiwać nowych sposobów zabezpieczania wyrobisk i jego intensyfikacji. Z pomocą naukowców opracowane zostały metody, przystąpiliśmy do wieloletnich działań. Przez lata była to jednak reakcja „na zagrożenie”, czyli procesy i zjawiska zachodzące w wyeksploatowanym złożu. Przykładem takich działań było zabezpieczenie przez podsadzanie części kopalni usytuowanej na wschód od szybu Wilson. Dziś możemy powiedzieć, że rozpoczęliśmy fazę „przed zagrożeniem” – przeszliśmy do aktywnego działania mającego „wyprzedzić naturę” i przewidzieć, jakie zjawiska mogą wystąpić. Kiedyś nie mieliśmy wystarczających środków finansowych, nie było zaawansowanych badań, by wiedzieć, jak zachowa się górotwór. Dziś jesteśmy w stanie przewidywać, co może stać się zagrożeniem w przyszłości i skutecznie temu przeciwdziałać. Ograniczamy podsadzanie, a siły i środki kierujemy na ratowanie zabytkowych wyrobisk – w ten sposób pragniemy wyprzedzić destrukcyjne procesy i im skutecznie zapobiegać.

Warto w tym miejscu podkreślić, że długoletnie doświadczenia, dotychczasowe rozpoznanie występujących zagrożeń naturalnych, a także wyniki specjalistycznych analiz geomechanicznych wskazały na brak możliwości technicznych zachowania wszystkich podziemnych komór i chodników. Będziemy dążyć do tego, by przetrwało ich dla potomnych jak najwięcej, a w jak dużym stopniu się to uda, zależeć będzie m. in. od tego jak skutecznie i szybko cenne rejony zabezpieczymy, czyli m.in. od determinacji w realizacji opracowanych programów, strategii, planów.

Ponad dwie dekady temu oświadczając załodze, że kopalnia musi zakończyć wydobycie czy podejmując się restrukturyzacji kopalni udowodnił Prezes, że duże zmiany wymagają dużej odwagi. Tak jest i teraz: pomyślna przyszłość kopalni wymaga jeszcze dużych nakładów finansowych, dyscypliny i optymalizacji wielu działań…

Program Zabezpieczania do roku 2027 jest ambitny – wierzymy, że jesteśmy w stanie go wykonać. Przyszłość kopalni wiążemy z jej udostępnianiem – pod tym pojęciem rozumiemy pokazywanie podziemi w różny sposób, a do tego potrzebny jest rozwój infrastruktury, przywrócenie funkcjonowania szybu Paderewski, modernizacja szybu Kościuszko czy remonty eksploatowanych niezwykle intensywnie przez ostatnie dziesięciolecia szybów Kinga oraz Daniłowicz. W przyszłości będą powstawać nowe trasy, a na jednym ze szlaków zwiedzania znajdą się m.in. komory zespołu Margielnik. Nie martwię się o przyszłość obiektu, bo tu pracują ludzie-pasjonaci, którzy mają jeden cel: zostawić to miejsce lepszym niż je zastali.


Biuletyn Informacji Publicznej