Rozpraszając kopalniany mrok

28-07-2017

Kopalniana ciemność jest jak smoła – gęsta i wszechogarniająca. Bez światła nie można odnaleźć w niej drogi. Przez setki lat nieodłącznym towarzyszem wielickich górników był kaganek, dziś dysponują lampami akumulatorowymi oraz elektrycznością.

I stała się światłość…

Na początku oczywiście na powierzchni, w nadszybiach – po raz pierwszy w Wielkiej Brytanii w roku 1870. Na elektryczne oświetlenie w podziemnych wyrobiskach przyszło czekać kolejne 11 lat. Wtedy to (dokładnie 9 sierpnia 1881) lampy żarowe i łukowe rozbłysły na głębokości ok. 215 m w szkockiej kopalni Earnock Colliery. Elektryczność miała zrewolucjonizować pracę pod ziemią, jednak do pokonania było jeszcze wiele problemów związanych m.in. z bezpieczeństwem, zwłaszcza w kopalniach zagrożonych wybuchami metanu bądź pyłu węglowego.

Elektryczność wkroczyła do wielickiej kopalni w II połowie XIX wieku. Antoni Müller zanotował (maszynopis, l. 30. XX w.): „W roku1886 urządzono elektryczne oświetlenie budynku szybowego 37 lampami żarowemi i 1 lampą łukową do oświetlenia peronu”. Chodziło o szyb św. Kingi, wtedy Cesarzowej Elżbiety.

Kopalnia Soli "Wieliczka"Trzy lata wcześniej Antoni Müller oraz mierniczy Józef Fryt odwiedzili w Wiedniu Powszechną Wystawę Elektryczną. W roku 1885 zapadła decyzja, że najpierw zostanie zelektryfikowane nadszybie szybu Cesarzowej Elżbiety. Zarząd salinarny podpisał kontrakt z już zelektryfikowaną kopalnią siedmiogrodzką Maros Ujvàr oraz firmami wykonawczymi, m.in. zakładami elektrycznymi Ganza w Budapeszcie. W listopadzie i grudniu 1885 ułożono w nadszybiu kable, zamontowano prądnicę i jej parowy napęd. Urządzenie wytwarzało prąd stały o napięciu 110 V. Pierwsze żarówki rozbłysły 12 stycznia.

Nowoczesność wymagała cierpliwości. Już po miesiącu okazało się, że lampy żarowe trzeba wymienić, bo zaszły niemiłosiernie sadzą. Mimo ochronnej warstwy ołowiu nieodporne na sól były kable położone w Młynie Solnym. Po 9 latach zamontowano nową maszynę dynamo-elektryczną.

Nowe możliwości

Elektryfikacja sprawiła, że do eksploatacji soli można było wprowadzić urządzenia o napędzie elektrycznym, m.in. wiertarki. Szyb Kingi wyposażono w elektryczną maszynę wyciągową oraz wentylatory. Feliks Piestrak w roku 1912 wśród używanych przez kopalnię „urządzeń maszynowych” wymienia „motor parowy służący do napędu prądnicy do oświetlenia i wytwarzania siły elektrycznej, prądnik do kolei linowej, prądnik do poruszania obrabiarek w warsztatach stolarskich” (Przewodnik po Wieliczce i jej kopalniach).

W marcu 1899 zarząd wielickiej kopalni przedłożył Krajowej Dyrekcji Skarbu projekt centralnej stacji oświetlenia elektrycznego. Latem salina dostała zgodę na realizację przedsięwzięcia. Na potrzeby stacji wykorzystano budynek nr 531 (mieściła się w nim stolarnia). Remont trwał niecałe 4 miesiące. Wyposażenie centralnej stacji oświetlenia elektrycznego zamówiono w Wiedniu. Odbiór prac nastąpił w sierpniu 1900 roku

Prądnicę zamontowano również w nadszybiu szybu Górsko. Wytwarzany przez nią prąd stały miał napędzać linową kolejkę dowożącą z Psiej Górki piasek do podsadzania niezabytkowych komór. Ostatecznie kolejka ruszyła dopiero w lipcu 1902 roku, niemniej prąd przydał się już wcześniej, m.in. do oświetlenia biur Zamku Żupnego i zamkowego dziedzińca, Szkoły Górniczej, parku salinarnego.

Kopalnia Soli "Wieliczka"Na przełomie 1911 i 1912 wybudowano elektrownię salinarną. Skorzystała z niej nie tylko kopalnia, ale też miasto Wieliczka i jego mieszkańcy (oświetlono domy prywatne). Elektryczność miała też kluczowe znaczenie dla ważnej inwestycji – warzelni próżniowej. W styczniu roku 1914 w „Przeglądzie technicznym” ukazał się artykuł Z. Kamińskiego poświęcony właśnie nowoczesnej wielickiej warzelni. Autor napisał: „W drugiem zabudowaniu jest 5 maszyn, pędzonych parą, w połączeniu z prądnicą: do wytwarzania światła elektrycznego i energii mechanicznej, 3 maszyny o mocy 3 k. m., 2 o mocy 400 k. m., t. j. łącznie o mocy 3200 k. m. […] Prądnice wytwarzać będą prąd zmienny, pracując bez przerwy”.

Siłą rzeczy elektryfikacja kopalni znalazła również odbicie w programie Szkoły Górniczej. Uczniom przybyło lekcji i przedmiotów, np. w klasach III 3 godziny elektrotechniki tygodniowo (1919).

Pod ziemią

Przywykliśmy do rzęsistego elektrycznego światła, jednak warto pamiętać, że ów jasny świat narodził się stosunkowo niedawno. Żyrandole w kaplicy św. Kingi rozbłysły elektrycznością w roku 1918. Wcześniej źródłem światła były kaganki, lampy karbidowe, olejowe, lampy Davy’ego (olejowe, wyposażone w siatkę metalową chroniącą przed zapaleniem metanu), na Trasie Turystycznej korzystano z ogni bengalskich. Współcześnie w udostępnionych do zwiedzania rejonach kopalni są tysiące punktów świetlnych.

Oczywiście wieliccy górnicy przemierzają nie tylko skąpane w blasku komory i chodniki, ale też docierają do zakątków, w których próżno szukać choćby jednej żarówki. Ich nieodłącznymi towarzyszkami są lampy nahełmne o symbolach LN-10 (posiada dwa źródła światła LED) oraz LN-IZA. Naładowany akumulator wystarcza na ok. 8 godzin świecenia, nowa bateria nawet na kilkanaście. Lampy ładują się 4-6 godzin. Są poręczne, lekkie – ważą ok. 1 kg, posiadają urządzenie GLON, czyli górniczy lokacyjny osobisty nadajnik (nieprzerwanie emituje sygnał).

Elektryczne lampy nahełmne jako pierwsza w Europie miała załoga zabrzańskiej kopalni „Mikulczyce” (1930). Prekursorami na świecie byli Amerykanie, którzy stosowali je od lat 20. XX wieku.


Biuletyn Informacji Publicznej