Ochronić podziemia i powierzchnię

28-05-2018

Kopalnia Soli „Wieliczka” - oto dzieło ludzkich rąk, które ściśle podlega regułom narzuconym przez przyrodę. Natura to jednocześnie sprzymierzeniec człowieka i jego przeciwnik. Na szczęście współcześni górnicy dobrze ją znają i rozumieją, dzięki czemu potrafią przeciwdziałać występującym pod ziemią niebezpieczeństwom.

Zawał czyli?

Słownik terminów górniczych wyjaśnia: zawał to nagłe, niespodziewane i gwałtowne obsunięcie się rozluźnionych skał stropowych do wyrobiska. To jednak nie wszystkie kłopoty z tym zjawiskiem związane, bowiem pomiędzy zagrożeniami naturalnymi często występuje współzależność. I tak zawał jednej komory narusza stateczność sąsiadujących, może otworzyć drogę wodom spoza złoża, a także spowodować zapadlisko powierzchniowe (szczególnie, gdy zawał następuje w wyrobisku leżącym płytko pod powierzchnią).

Kopalnia Soli "Wieliczka"Między XVI a XX wiekiem w Wieliczce powstały 22 zapadliska powierzchniowe. Ostatnie w roku 1960 w wyniku zawału w komorze Schmidt. Specjalistyczna komisja zaleciła wówczas niezwłoczne podsadzenie 5 płytko leżących komór. Do roku 1984 zabezpieczono w ten sposób 25 komór wydrążonych na poziomach I-III (ok. 57-135 m głębokości).

- Prace wydobywcze postępowały szybciej niż zabezpieczające. Pod ziemią przybywało pustek, a dawni górnicy nie rozumieli jeszcze w pełni konsekwencji ingerowania w górotwór. Zresztą przez pewien czas sporo wskazywało, że wydrążone przestrzenie nie stwarzają wielkiego niebezpieczeństwa – pierwsze zapadlisko powierzchniowe nastąpiło dopiero około 200 lat po rozpoczęciu wydobycia – zauważa Prezes Zarządu Kopalni Soli „Wieliczka” S.A. Zbigniew Zarębski. – Zabezpieczanie komór i chodników zawsze było kosztowne, na domiar w XVI wieku w sąsiedztwie Wieliczki przetrzebiono lasy i surowiec na obudowy trzeba było sprowadzać m.in. z Puszczy Niepołomickiej. Tak naprawdę w kontekście zabezpieczenia aż do lat 90. XX wieku nie myślano o kopalni jako całości. Prowadzono prace wybiórczo, głównie w rejonach eksploatacji oraz wyrobiskach przeznaczonych do zwiedzania. Pewien przełom w postrzeganiu solnych podziemi przyniosły lata 70., gdy kopalnię wpisano do rejestru zabytków i na listę UNESCO. Intensyfikacja robót zabezpieczających nastąpiła jednak dopiero współcześnie, stając się najważniejszym zadaniem realizowanym przez wielickich górników.

Bezpieczeństwo priorytetem

Kopalnia Soli "Wieliczka"Dziś z całą stanowczością można stwierdzić: Wieliczka jest bezpieczna. Nikomu nie grozi już, że rankiem ujrzy zamiast sadu nieckę ze stawem. Górnicy dysponują wiedzą i technologią, dzięki którym mogą zawczasu podejmować prace skutecznie ograniczające zagrożenia w tym zawałowe. - Skomplikowana budowa wielickiego złoża soli, uwarunkowania hydrogeologiczne, wreszcie oddziaływanie wyrobisk, m.in. wielkogabarytowych komór są przyczyną deformacji górotworu – wyjaśnia Jarosław Malik, Członek Zarządu ds. Technicznych Kopalni Soli „Wieliczka” S.A. – Wpływa ona na stan zabytkowych rejonów kopalni oraz szybów górniczych, nie pozostaje też obojętna dla powierzchni. Górnicy przeciwdziałają temu zjawisku, prowadząc szeroko pojęte zabezpieczenie oraz nieustannie monitorując parametry podziemnych wyrobisk oraz powierzchni. Na ten rok zaplanowaliśmy prace w ponad 40 komorach i chodnikach, chcemy umieścić pod ziemią ok. 80 tys. mᶟ podsadzki oraz blisko 5 tys. mᶟ mieszanin uszczelniających. Do roku 2027 zamierzamy przeprowadzić renowacje aż w 200 wyrobiskach i zespołach wyrobisk.

Wieliccy górnicy mają corobić. Po 700 latach wydobycia górotwór pod miastem przypominał ser szwajcarski. Obecnie kopalnia to niecałe 3 565 tys. mᶟ pustek, docelowo pozostanie ok. 1 427 tys. mᶟ, na które składają się bezcenne zabytkowe komory i chodniki oraz wyrobiska funkcyjne. Ograniczanie liczby pustek poprawia stateczność górotworu i tym samym bezpieczeństwo miasta. – Kompleks poziomów od I do III wraz z powierzchnią zachowuje się jak jedna duża bryła napierająca na dwa kolejne poziomy – tłumaczy Prezes Zarębski. – Stąd tak istotną kwestią jest selektywne podsadzanie wyrobisk w rejonie centralnym między szybami Regis i Wilson oraz w filarze szybu Kościuszko. Zakończyliśmy już zabezpieczanie niezabytkowego wschodu, które w znaczący sposób poprawiło statykę górotworu.

Minimalizacja zagrożenia zawałowego stanowi jedno z kluczowych zadań ujętych w zaktualizowanym planie zabezpieczenia zabytkowej Kopalni Soli „Wieliczka”. – Podstawą dla projektowanych prac są specjalistyczne analizy, pomiary, prognozy i badania prowadzone w podziemnych wyrobiskach oraz na powierzchni – mówi Tomasz Broniowski, Dyrektor Biura Spółki Kopalni Soli „Wieliczka” S.A. – Uwzględniliśmy wnioski komisji Wyższego Urzędu Górniczego, która opiniuje stan zagrożenia wodnego i zawałowego oraz działania profilaktyczne niezbędne, by zabytkowej kopalni oraz leżącemu nad nią miastu zapewniać bezpieczeństwo.

Działać czym prędzej

Kopalnia Soli "Wieliczka"Wielowiekowa eksploatacja soli sprawiła, że pod Wieliczką powstał skomplikowany labirynt komór i chodników. Wydrążone pustki naruszyły pierwotną równowagę górotworu. Pierwsze pokolenia wielickich górników jeszcze nie musiały borykać się ze skutkami tych deformacji, jednak czas mijał. 23 kwietnia 1579 roku zanotowano pierwsze w Wieliczce zapadlisko „światowe”, które powstało nad zawaloną komorą Gmińskie. Ucierpiała wtedy powierzchnia, a także leżąca niżej komora Małdrzyk.

Oczywiście nasi przodkowie zdawali sobie sprawę, że nie należy solnych brył wybierać w całości. Pozostawiali zatem ochronną skorupę (ok. 1-2 m niewybranej soli), jednak to było zbyt mało. W XIV wieku zastosowali więc kaszty, zaś w XV wieku wspierające stropy solne filary. Wielki pożar z roku 1556 wyrządził wiele szkód, trawiąc m.in. cenne drewniane obudowy. Żupnik Hieronim Bużeński alarmował o konieczności szybkiego działania np. w komorach Gmińskie i Małdrzyk.

W roku 1581 żupy w dzierżawę wziął Sebastian Lubomirski. Niestety, bowiem bardziej troszczył się o własne zyski niż kondycję kopalni. Kolejne sejmy upominały się o kopalnię, podziemia odwiedzały kolejne komisje lustracyjne, cóż z tego jednak, skoro Lubomirski zawsze znajdował jakąś wymówkę. Koszty prac zabezpieczających oszacowano na zawrotną kwotę 20 tys. zł, najpilniejsze roboty wymagały 6 tys. zł. Tymczasem 18 maja 1582 roku runął Małdrzyk, rujnując przy okazji 25 domów.


Biuletyn Informacji Publicznej